BRATERSTWO POLSKO - ROSYJSKIE

Fakty i mity o Ukrainie

O tzw. Majdanie w Kijowie?

Wiem wiele różnych rzeczy, głównie od przyjaciół stamtąd, jak również z mediów głównego nurtu, które daleko odbiegają od prawdy,.. Ale wierzę w to, co opowiedział mi Dima mój przyjaciel. On sam od dawna ma już obywatelstwo brytyjskie i mieszka na Wyspach, ale jego rodzina pochodzi ze sporego miasta na zachód od Kijowa i cały czas tam mieszka. Od kilku lat urwał nam się kontakt, ale przynajmniej wtedy często do nich dzwonił. Część z tego, co od niego usłyszałam opowiedział mi jeszcze ze trzy lata przed tym, jak na Majdanie w 2013 / 2014 doszło do tego, do czego doszło. Opisywał wtedy różnice między życiem w UK i na Ukrainie, jak przerażające jest łapownictwo na Ukrainie, które jest wszechobecne. Najgorsze, na co zwrócił uwagę to fakt, że ukraińskie dzieci to widzą i są wychowywane w takim spaczonym systemie i w kulturze łapownictwa. Według niego, nic nie zmieni się tam nigdy, bo np. syn zwykłego policjanta, także chce "pracować" jak jego ojciec, itp. Gdzieś w połowie 2014 spotkaliśmy się przypadkiem po dwuletniej przerwie. Od słowa do słowa znów zeszło na Ukrainę, na biedę, gwałtowną utratę wartości hrywny, itp. Przede wszystkim opowiadał o tym, jak traktowane były tam wtedy osoby, mówiące w języku rosyjskim, albo w surżyku, jak jego rodzina. Mówił, że jeszcze za Janukowycza wprowadzono ustawę o języku ukraińskim, ale nic w sumie wtedy nie zmieniło się. W jego mieście było kilkanaście szkół, w których w większości nauczano w języku rosyjskim. Może 20% z nich uczyło języka ukraińskiego. Ludzie bez przymusu wybierali sobie, do jakiej szkoły chcą posłać swoje dzieci i większość chodziła do tych szkół, gdzie uczono po rosyjsku. W domu wszyscy rozmawiali w surżyku i nikomu to nie przeszkadzało. Do czasu. Wszystko zmieniło się po Majdanie. Opowiadał, jak na ulicy ludzie byli napadani przez "ukraińskich patriotów" i bici, tylko za to, że rozmawiali między sobą w j. rosyjskim lub w surżyku. Jego rodzina była przerażona, bo nikt z nich nie mówił po ukraińsku, no, bo nigdy wcześniej nie musiał! Jego słowa o tym, co stało się na Majdanie nie różnią się od tych, jakie można przeczytać, tam gdzie nie lubi się oficjalnej narracji. Mówił o zwykłym zamachu stanu zrobionym za obce pieniądze i obcymi rękami, o tych, którzy dali się tam pozabijać. Według niego głupio dali się zastrzelić tym, którzy "pracowali" tam dla jeszcze większych krętaczy i złodziei. O UPA nie rozmawialiśmy, ale matka jego żony jest w połowie Polką z pochodzenia. Ona kiedyś sama przyznała mi się do tego. Powiedziała mi jeszcze, że Ukraińcy podczas wojny straszne rzeczy robili Polakom, ale lepiej o tym teraz nie rozmawiać ani tu, ani tam gdzie ciągle mieszka jej rodzina, czy gdzie indziej na Ukrainie...

Katia GK

© 2014 Wszystkie prawa zastrzeżone.

Załóż własną stronę internetową za darmoWebnode